Zdecydowana większość osób, którym mówię o moim pocztówkowym hobby, w odpowiedzi od razu zadaje pytanie: to ludzie jeszcze tak robią?! Usiądźcie wygodnie i posłuchajcie, opowiem wam bajkę o tym, że ludzie wciąż listy piszą…


 

Pamiętam jeszcze dobrze te czasy, kiedy na wakacje jeździło się z Rodzicami. Moi nie posyłali mnie ani Brata na kolonie czy na obozy, ale raz w roku, oczywiście w wakacje, zabierali nas nad polskie morze. Bałtyk jaki jest każdy wie, nie będę tutaj opowiadać o lejącym kilka dni pod rząd deszczu ani o pajęczynach w kątach pokoi domu wypoczynkowego… Opowiem wam o pocztówkach.

 

Wspomnień czar…

 

Dawno nie byłam nad Bałtykiem, nie zaglądałam do moich znajomych miejscowości, takich jak Dąbki, Łukęcin, Jastrzębia Góra czy Władysławowo. Nie wiem, jak wyglądają teraz, ale piętnaście lat temu każda budka z gadżetami dla turystów była obowiązkowo wyposażona w stojaczek z pocztówkami. Wszystkie były na jedno kopyto: chaotycznie powrzucane widoczki, upchnięte na małej powierzchni, opatrzone kiczowatym napisem lub ozdobione brokatem. Wersja ekskluzywna posiadała jeszcze malutki pojemniczek z piaskiem. Pocztówki były wszędzie, a moja Mama pilnowała, by z każdego takiego wyjazdu wysłać kartkę do domu, do kuzynki, do swojej przyjaciółki z liceum. Wtedy jeszcze mnie to nie kręciło tak, jak dzisiaj, wtedy ograniczałam się do złożenia zamaszystego podpisu pod wypisanymi przez Mamę krótkimi życzeniami. „Serdeczne pozdrowienia znad słonecznego / deszczowego Bałtyku przesyła…” – skromnie, ale sympatycznie.

 

Teraz na wakacje jeżdżę ze znajomymi i ci, z którymi jadę nie pierwszy raz już wiedzą, że w nowym miejscu będę wypatrywać dwóch rzeczy: lokalnej czekolady i pocztówek. Czekolady dla mnie, a pocztówek dla znajomych – tych „z reala”, ale też tych internetowych. I jest też wiadome, że w któryś dzień zaszyję się w pokoju na godzinę czy dwie, bo będę miała do wypisania kilkanaście pocztówek, z czego raczej na żadnej nie ograniczę się do jednozdaniowych pozdrowień.

 

Kto jeszcze tak robi?

 

I wiecie co? Naprawdę nie jestem w tym osamotniona. Poprzez udział w projekcie Postcrossing poznałam wielu ludzi tak z Polski, jak i z zagranicy, z kilkunastoma utrzymuję w miarę stały kontakt. I nawet jeśli nie piszemy do siebie codziennie maili i nie rozmawiamy na fejsie, to raz na jakiś czas dostaję od nich pocztówkę. Bo ktoś akurat zrobił sobie jednodniową wycieczkę po okolicach Wrocławia, ktoś spotkał się z kilkoma innymi „pocztówkowcami”, ktoś wyjechał na kilka dni za granicę. I wszyscy oni znaleźli chwilę, by kupić pocztówkę, wypisać na niej mój adres, pozdrowienia, odnaleźć pocztę, nalepić znaczek i wrzucić kartkę do skrzynki.

 

Wbrew pozorom jest nas naprawdę dużo – tych, którzy lubią pocztówki, lubią je kolekcjonować i wysyłać innym ludziom, lubią poświęcać swój czas na ręczne pisanie listów, na czytanie pocztówkowych wiadomości od znajomych i nieznajomych. W Polsce faktycznie tego nie widać, jeśli się nie wie, gdzie należy szukać. Dlatego w jednym z kolejnych wpisów zdradzę wam, gdzie należy spojrzeć, by znaleźć dowody na to, że epistolografia ma się całkiem dobrze 🙂

 
Wpis 02 - To ludzie jeszcze tak robią