Wysyłanie pocztówek, a nawet pisanych ręcznie listów, wydaje się być już kompletnie z innej epoki. Bo po co pisać ręcznie, skoro jest klawiatura, po co tracić czas na pisanie listu, skoro na komputerze szybciej, po co płacić za wysyłkę, skoro maile są darmowe. I w końcu: po co czekać, skoro można pogadać z drugim człowiekiem w czasie rzeczywistym przez Facebooka, albo wysłać mu maila, którego dwie sekundy później odbierze… Po co?

Żeby nie zapomnieć, jak pisać ręcznie

Bazgrolicie? Bo ja tak. Dawno, dawno temu, w czwartej klasie podstawówki, pisałam w zeszytach piórem. Literki były oczywiście jak spod linijki, równiutkie, takie jak nas uczyli w poprzednich klasach. Pisałam sobie, pisałam, potem przyszły studia, nikt nie czekał, aż wszyscy zdążą przepisać z tablicy czy ze slajdów… i nagle okazało się, że mogę zabierać na zajęcia małego laptopa i na nim szybciutko wszystko zapisywać. W efekcie na klawiaturze piszę szybko (i wyraźnie :D), ręcznie już nie tak ładnie. Ale w ciągu ostatnich dwóch lat przy tych kilkuset wysłanych pocztówkach (chyba nawet uzbiera się już tysiąc) trochę się wyrobiłam.

Żeby poćwiczyć kreatywność

I to w dwojaki sposób. Pierwszy, ten bardziej oczywisty, to wiadomość. Bo „serdeczne pozdrowienia” to jednak strasznie mało, zwłaszcza jak się wysyła pocztówkę do obcej osoby (tak działa Postcrossing, o czym wkrótce szerzej opowiem). Miło byłoby napisać coś więcej, coś ciekawego o sobie. Tak, wiem, że prośba „powiedz coś ciekawego osobie” to najgorszy koszmar introwertyków, ale pocztówka daje możliwość spokojnego zastanowienia się nad odpowiedzią, a to już duży komfort.
Poszaleć z kreatywnością można też poprzez ozdobienie wypisanej pocztówki, poczynając chociażby od ładnych znaczków. Można też coś narysować, dorzucić naklejkę, taśmę dekoracyjną, przylepić grosika albo bilet autobusowy… Tylko uwaga, to grozi lekkim uzależnieniem od kupowania naklejek i taśm 😉

Żeby mieć czym ozdobić ścianę

Macie w domu duży, niezagospodarowany kawałek ściany? Bije wam tą pustką po oczach? Więc może przyozdobić go pocztówkami? Kilkadziesiąt różnych wzorów, taśma malarska i voila, oryginalna ozdoba ścienna gotowa, można już cieszyć oczy i chwalić się przed gośćmi.

Żeby mieć ciekawą pamiątkę

Zapytacie po co wam pamiątka z cudzej podróży? Dla mnie pocztówki to takie miniaturowe książki podróżnicze. Z przyjemnością przeczytam 400-stronicową opowieść Paula Theroux o tym, jak przejechał koleją przez całą Azję, ale z nie mniejszą frajdą przeczytam cztery zdania o tym, co rosyjska księgowa, mieszkająca tuż przy granicy z Chinami, znalazła w sąsiednim państwie. Albo co amerykański grafik komputerowy lubi w swoim rodzinnym mieście. Albo… długo by wymieniać 😉 W skrócie: po kawałeczku poznaję świat, nie ruszając się z domu.

Żeby kolekcjonować wiadomości

Argument w postaci „ale one fizycznie zajmują miejsce w mieszkaniu!” do mnie nie przemawia. Jako nałogowa kolekcjonerka książek wychodzę z założenia, że nie ma czegoś takiego, jak „za dużo książek”, tudzież „za dużo pocztówek”. Jest tylko „za mało regałów / pudełek” 😉 I tak jak lubię czasami po prostu napawać się widokiem książek, tak też lubię od czasu do czasu przeglądać otrzymane pocztówki. Przeczytać jeszcze raz list od znajomej z dalekiego Ałtaju, uśmiechnąć się do kartki urodzinowej…

Żeby się zrelaksować

Jedni idą na siłownię, inni na piwo, jeszcze inni namiętnie upiększają kolorowanki dla dorosłych, a ja wypisuję pocztówki. Każdy sposób jest dobry, choć nie każdy jest dla każdego. A może zechcecie sprawdzić, czy pocztówki nie są przypadkiem akurat dla was? 🙂